Wiele działo i dzieje się w naszych polonijnych wspólnotach… Ostatnio otrzymaliśmy kilka informacji od ks. Jana Wojczyńskiego SChr. Nasz Współbrat ponadto przesyła garść wspomnień związanych z początkiem swojej pracy na Wyspach Brytyjskich, od którego minęło już 50 lat… Ukazały się one w londyńskim „Tygodniku Polskim” a my dzielimy się tym wszystkim z czytelnikami kalendarium:

70 lat Zespołu Pieśni i Tańca «Polonez» z Manchester
W sobotę 16 listopada 2019 roku duszpasterze z Manchester uczestniczyli w jubileuszowym koncercie z okazji 70-lecia działalności artystycznej Zespołu Pieśni i Tańca «Polonez» Manchester w teatrze Waterside, w Sale. Sala teatralna mogąca pomieścić 300 osób wypełniona do ostatniego miejsca. Wykonawcy koncertu byli nagradzani rzęsistymi brawami. Piszącemu sprawozdanie najbardziej podobał się piękny krakowiak, polonez i niezapomniany mazurek z opery Stanisława Moniuszki Straszny Dwór (dla uczczenia dwusetnej rocznicy urodzin wielkiego kompozytora). Układ sali teatralnej, dobra widoczność występujących artystów, wyjątkowo idealne nagłośnienie i silne światła stwarzały atmosferę silnego przeżycia dla wszystkich obecnych w teatrze. Można było podziwiać i nasycać się widokiem przepięknych kostiumów i uśmiechniętych młodych, urodziwych tancerek i tancerzy. Witano uroczyście gości honorowych na czele z Konsulem Generalnym Leszkiem Rowickim z małżonką, przedstawicieli Zarządu Federacji Polskich Zespołów Folklorystycznych, ks. proboszcza Karola Rogasika SChr i piszącego relację, ks. Jana Wojczyńskiego SChr. Pan Konsul w słowach skierowanych do Zespołu «Polonez» szczególnie podkreślał poziom występów, gratulował im i czuł się dumny, jak my wszyscy na sali, że to dzieje się na naszym terenie. A trzeba pamiętać, że nie przerwanie przez długich 70 lat.
Dlatego z okazji 70. rocznicy działalności artystycznej Zespołu Pieśni i Tańca «Polonez» z Manchester w imieniu wszystkich entuzjastów polskiego folkloru składamy Wam, Drodzy Członkowie «Poloneza», szczere gratulacje i gorące życzenia dalszego trwania i rozkrzewiania piękna naszego folkloru i polskiej kultury. Szczęść Wam Boże!
Przy tak zacnym jubileuszu warto przypomnieć wyjazd «Poloneza» do Francji w 1989 r. i występ w Teatrze Sebastopol w Lille w Północnej Francji z okazji Święta Narodowego 3 Maja. Kongres Polonii Francuskiej wystosował wtedy list tej treści:

„Zarząd Kongresu Polonii Francuskiej ma zaszczyt podziękować zespołowi «Polonez» za udział i urozmaicenie naszej Akademii 3 Maja w teatrze Sebastopol w Lille.
Śpiew i tańce – tak oklaskiwane – oraz widok młodzieży przybyłej z Anglii, wniosły do naszego, corocznego programu nowy powiew. To zachęci naszą publiczność do liczniejszego udziału w obchodach Konstytucji.
Dziękując za wysiłek, łączymy nasze koleżeńskie pozdrowienia.
Prezes Bolesław Natanek, Sekretarka Helena Karasińska”.

Drodzy Młodzi z «Poloneza» Manchester! Bądźcie dalej najlepszymi ambasadorami piękna rodzimej kultury.

Pięćdziesiąt lat temu przyjechałem do Manchesteru
Dokładnie 4 kwietnia 1970 r. przyjechałem pociągiem z Londynu do Manchesteru, aby rozpocząć pracę duszpasterską w polskiej parafii przy kościele Miłosierdzia Bożego w dzielnicy Moss Side. Na dworcu Piccadilly czekał na mnie ks. prałat Jan Bas, który swoim samochodem zawiózł mnie na plebanię przy kościele. Nie wiedziałem wtedy jak długo będzie to mój dom i miejsce pracy. Do dziś zachowuję list datowany na ów 4 kwietnia 1970 r. od ówczesnego Rektora Polskiej Misji Katolickiej i Wikariusza Delegata dla Polaków w Anglii i Walii ks. infułata Władysława Staniszewskiego: „W porozumieniu z J.E. Ks. Biskupem Władysławem Rubinem, Delegatem Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego dla spraw duszpasterstwa polskiego zagranicą, mianuję księdza wikariuszem ks. prałata Jana Basa przy kościele polskim w Manchesterze, pod warunkiem, że władze państwowe tutejsze udzielą Księdzu zezwolenia na pobyt w Wielkiej Brytanii. Zadaniem Księdza będzie pomoc i wyręka dla swego proboszcza, tzn. że będzie z nim uzgadniał swoją działalność duszpasterską i nie będzie czynił niczego, co by nie było po jego myśli. Życzę błogosławieństwa Bożego i szczególnej opieki Bogarodzicy oraz dużo radości i zadowolenia w pracy dla dobra dusz rodaków na obczyźnie”.
Zatem po sześciu latach pracy wśród rodaków w Północnej Francji i po rocznym pobycie w stolicy chrześcijaństwa w Rzymie w Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Emigracji znalazłem się w jednym z największych skupisk polskich w Anglii po drugiej wojnie światowej. Miałem niecałe 36 lat i od 8 lat byłem księdzem, ale pełen optymizmu na przyszłość i chęci spełnienia misji mojego zgromadzenia, które ma szczytne hasło: „Wszystko dla Boga i Polonii Zagranicznej”.
Miasto Manchester ma bogatą historię. Nazwa miasta wywodzi się od rzymskiego Mancunium, bo już w czasach rzymskich podbojów był tutaj wojskowy obóz rzymski. Na początku XIV w. przybyli tu flamandzcy emigranci przywożąc i rozwijając przemysł tkacki, który stał się podstawą pod przyszły rozwój i rozrost ludnościowy tej części Anglii. W okolicy były złoża węgla kamiennego i innych minerałów. Manchester ma połączenie z morzem dzięki kanałowi, a port tutejszy miał wtedy rangę trzeciego portu brytyjskiego. Docierały tu również polskie statki handlowe. Manchester było wtedy ważnym centrum przemysłu tekstylnego i największym brytyjskim ośrodkiem przemysłowym w innych dziedzinach. Po Londynie stał na drugim miejscu pod względem wydawania dzienników (second „newspaper city”) i miał największe lotnisko poza stolicą Wielkiej Brytanii.
Polska parafia na tym terenie obejmowała bardzo duży teren, bo poza Manchesterem, Polacy mieszkali w Salford, Stockport, Wilmslow i Altrincham. Aby dojechać do kościoła polskiego rodacy musieli pokonywać nie raz wielkie odległości. Z polską parafią kontakty utrzymywało ok. 3000 Rodaków, ale pewnie na tym terenie mogło ich być dwa razy tyle. Byli to głównie dawni żołnierze gen. Andersa, gen. Maczka i gen. Sosabowskiego, ich rodziny oraz kobiety przybyłe z Niemiec, wywiezione w czasie wojny na roboty przymusowe. Nie można nie wspomnieć o starej emigracji, sięgającej swymi początkami poprzedniego stulecia, która skupiała się ona na północy Manchesteru wokół „Koła Polskiego”. Jedna z przedstawicielek tamtej emigracji przyjechała do Manchester w 1897 r. jako trzyletnie dziecko.
W kościele saint Chad, właśnie w tej części Manchesteru, do dzisiaj jest jeszcze obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który ma ciekawą historię. Pani Koczka (wtedy już w 88. roku życia) na moją prośbę kilka lat temu napisała mi w liście, że na początku II wojny światowej „a number of Polish Airmen had managed to escape the war In Poland and had arrived In the North of England. The parish priest at St. Chads had arranged for a Mass to be said around 12 noon every Sunday. The Polish Airmen announced that they would like to present a painting of Our Lady to St. Chads in thanksgiving for their escape from war-torn Europe. I’m afraid I can’t remember who painted it, but I remember being chosen, along with 3 other girls from old Polish Families, to walk in procession, to St. Chads, holding ribbons that were fastend to the painting, which was carried by 4 young Polish Airmen. It was quite a memorable occasion for all the Poles in the Parish, young and old. I’m sorry Father, that I can’t remember anything more. I was always  under the impression, that the painting was done by Polish Airmen stationed around the Manchester region”.
Po osiedleniu się na tutejszym terenie po ostatniej wojnie naszych żołnierzy i ich rodzin, życie religijne skupiało się przy kościołach angielskich udostępnionym Polakom i przy Domu Kombatanta, w którym odprawiano również Msze Święte. Datą szczególną jest niedziela 30 listopada 1947 r., kiedy ks. Jan Bas odprawił pierwszą Mszę Świętą dla Polaków w kościele św. Albana. W 1951 r. nabył dom przy Moss Lane East i od 1952 r. zaczął odprawiać Msze Święte w kościele św. Józefa i w Domu SPK. W 1958 r. Polacy zakupili od walijskich metodystów kościół i kompleks budynków za cenę ośmiu tysięcy funtów. Ks. Bas powierzył inż. Tadeuszowi Lesiszowi przygotowanie planów przebudowy kościoła i całego zaplecza. Był to pierwszy kościół polski w Wielkiej Brytanii po wojnie. Dzień poświęcenia polskiego kościoła pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, wyznaczony w niedzielę Chrystusa Króla 1959 r., był dniem triumfu i radosnego Te Deum dla ks. Basa i wielu jego oddanych współpracowników. Kościół mógł pomieścić sporo wiernych, gdyż samych miejsc siedzących było 740. W każdą niedzielę i większe uroczystości kościół rozbrzmiewał potężnym śpiewem polskich pieśni kościelnych i modlitw w języku ojczystym, które działają jak balsam na duszę polskich tułaczy, którym przyszło żyć na gościnnej ale obcej ziemi. Po nabożeństwie zaś wielu szło do sali parafialnej, aby przy kawie czy herbacie pogwarzyć ze znajomymi. Najwięcej mnie cieszył widok dzieci i młodzieży, zbierających się tu często w ramach Koła Krucjaty Eucharystycznej i Koła Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej. Duża grupa chłopców i dziewcząt brała udział w okresowych zebraniach w sali parafialnej w osobnym pokoju oddanym do naszej dyspozycji. Wspominam z wdzięcznością Zbyszka Kokoszyńskiego, który był świeckim opiekunem KSMP i wielka pomocą dla mnie. Wspominam z podziwem rodziców, którzy z wielkim nakładem sił starali się wychować swoje dzieci w wierze ojców i w przywiązaniu do tradycji chrześcijańskiego narodu. Nie mogę zapomnieć także dużej grupy chłopców, którzy byli ministrantami i służyli przy ołtarzu w pięknych komeżkach i pelerynkach.
Kiedy zastanawiam się dlaczego byłem pierwszym chrystusowcem, który został asystentem ks. Jana Basa, to wracam myślami do 1969 r. i mojej pracy w Centralnym Ośrodku Duszpasterstwa Emigracji w Rzymie. Moim szefem wtedy był ks. biskup Władysław Rubin, delegat Prymasa Polski dla Duszpasterstwa Emigracji, późniejszy kardynał. To on miał wielu przyjaciół w Manchesterze z czasów kiedy był na studiach w Bejrucie w czasie wojny. Od nich dowiedział, że potrzebny jest młody ksiądz do pomocy ks. Basowi i wtedy zaproponował ks. Staniszewskiemu, rektorowi PMK, abym po opuszczeniu Rzymu mógł przejść do duszpasterstwa w Anglii. Trudno mi uwierzyć, że to już pół wieku minęło od tych pamiętnych dla mnie chwil.
Moje wspomnienia zakończę pięknymi słowami ks. Stanisława Świerczyńskiego, wtedy rektora PMK w Anglii i Walii, który z okazji 40. rocznicy moich święceń kapłańskich i mojego współbrata śp. ks. Sylwestra Krupy, w czerwcu 2002 r., w polskim kościele w Manchester między innymi powiedział: „Wy dziś, Kochani Bracia, dziękujecie Bogu za to, że mieliście to wyjątkowe szczęście służyć pokoleniu Polaków Niepodległościowych, służyć pokoleniu tych ludzi, którzy tracąc Ojczyznę, walcząc w beznadziejny sposób o jej wolność, będąc pozbawieni wszystkiego, umieli poza Polską stworzyć nową Polskę, Polskę opartą na tradycji i przekazie naszych ojców, Polskę, w której każdy Polak wie, co to znaczy Ojczyzna, w której każdy człowiek wie, co to znaczy Bóg, w której każdy człowiek wie co to znaczy honor i w której każdy człowiek nauczył się służyć Bogu i tej, która nie zginie, póki my żyjemy”.

ks. Jan Wojczyński SChr

Na bieżąco wydarzenia z tej polonijnej wspólnoty śledzić można przez jej profile w mediach społecznościowych – na Twitterze oraz przez parafialny serwis www.

 


25 stycznia 230 726 Drukuj

Towarzystwo Chrystusowe

ul. Panny Marii 4, 61-108 Poznań, tel. +48 61 64 72 100

2014 - 2021 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone

projektowanie, design, stron www, design,branding, projektowanie logo, aplikacje mobilne