Od piątku 30 stycznia do poniedziałku 2 lutego 2026 r. w Polskich Misjach Katolickich w Kolonii i Bonn gościła s. dr Ewa Kaczmarek MChR, przełożona generalna sióstr misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii zagranicznej. Matka Ewa wizytowała placówki swoich współsióstr posługujących na placówkach polonijnych, s. Janiny Koszyk MChR (Bonn) oraz s. Kingi Kasperek MChR (Köln). Była to również dla niej okazja, aby przyjrzeć się duszpasterstwu polonijnemu, prowadzonemu przez chrystusowców.
Pełniąca również funkcję przewodniczącej Konsulty Wyższych Przełożonych Zakonów Żeńskich w Polsce, tak podsumowała swój pobyt w tych dwóch parafiach w Niemczech:
Nasz Założyciel Ojciec Ignacy Posadzy [a Współzałożyciel i organizator Towarzystwa Chrystusowego] często powtarzał siostrom: „Macie iść tam, gdzie biją polskie serca”. Odwiedzając Siostry Janinę i Kingę, które pracują w PMK w Bonn i Kolonii, doświadczam potrzeby realizacji i piękna słów Założyciela. Jest coś niesamowitego w modlitwie w języku ojczystym, słyszanej daleko od kraju. Zawsze mnie to wzrusza. W polskim kościele spotykam ludzi, którzy by dotrzeć na Mszę św., jadą czasami nawet godzinę. Są ministranci i ministrantki, grupy dzieci i młodzieży, studenci, Żywy Różaniec, Domowy Kościół i wiele innych wspólnot. Jak w Polsce, a nawet więcej niż w Polsce. Kiedyś przeczytałam takie zdanie: „Człowiek, który opuszcza kraj, zmienia nad sobą niebo, ale nie zmienia serca”. O prawdziwości tych słów przekonały mnie również spotkania z rodakami w czasie tych kilku dni. Niezależnie czy mamy nad sobą Wielki Wóz czy Krzyż Południa, pozostaje w sercu zawsze ta sama, czasami nawet nienazwana, tęsknota za tym, co można określić słowem „moje”. Moja rodzina, wspomnienie dzieciństwa, moja tradycja, kultura, obyczaj, religijność. W sobotę 31 stycznia byłam na wspólnym kolędowaniu w Bonn. Zapraszał Dziecięcy i Młodzieżowy Zespół Ludowy, działający przy Polskiej Misji Katolickiej. Było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Występy dzieci i młodzieży, w regionalnych polskich strojach, tańczący i śpiewający po polsku… myślę, że niektóre maluchy nie potrafiły nawet dobrze czytać. To było niesamowite. Dumni, uśmiechnięci, z pasją. Oni są fantastyczni! Przy wyjściu jedna Pani ze łzami w oczach powiedziała do mnie: „Siostro, to nasza druga Ojczyzna. Nie wyobrażam sobie, aby nie było polskich parafii i księży, a nasze Siostry to Anioły”. I tym razem ja się wzruszyłam. Szczerze podziwiam oddanie moich sióstr w pracy dla Boga i Polonii. Praca w PMK w Niemczech jest specyficzna. Małe, często dwuosobowe wspólnoty, dziesiątki kilometrów do przejechania każdego dnia i różnorodność zadań, które podejmują. Takie specjalistki od wszystkiego: biuro, katecheza, dzieci, seniorzy, zakrystia… Na pierwszej Mszy w Kolonii dostałam bukiet róż i ciepłe słowa podziękowań. Parafianie dziękowali za Siostry. Za ich pracę i świadectwo życia. Mówili mi: „są z nami i dla nas”. W oczach tych ludzi widziałam prawdziwą wdzięczność. I znów przypomniały mi się słowa Ojca Posadzego: „Jesteście specjalnie dla Polonii. Oni Was potrzebują”. I ten obraz zabieram z sobą z Niemiec do Polski.
tekst: ks. Przemysław Marek SChr oraz s. dr Ewa Kaczmarek MChR;
zdjęcia: Sebastian Duda